Grochola młodszego pokolenia.
RSS
środa, 16 kwietnia 2008
Rozdział V Pamiętny dzień
"Płomienne zorze budzą mnie ze snu..."

Do wyników rekrutacji zostało jeszcze parę godzin. Ale nerwy. Zrobiłam sobie kawusię, odpaliłam laptopa, odpisałam Marianowi, napisałam, że się martwię itd., on od razu odpisał.

Udało mi się też złapać na gadu-gadu Krystiana. Poznał jakąś Polkę we Włoszech. Góralkę. Jest bardzo zakochany. A przynajmniej on tak twierdzi. Myślę, że to raczej... zauroczenie, przecież nie można się tak szybko zakochać. Swoja drogą... jakoś nie mogę przywyknąć do myśli, że on jest heterykiem... Krystian i Góralka... Ach. Przecież Góralki mają silne charaktery! Nie myślałam, że Krystain w takich gustuje (Kasia przecież taka nie jest). Zresztą... Ja nie myślałam, że on w ogóle gustuje w kobietach. Nie omieszkałam się tym z nim podzielić. Mimo to, nadal twierdzi, że jest hetero. Brrr. Wraca za kilka dni.

Gustaw się nie odzywa.

Aniela przeżywa.

Na pół godziny przed ogłoszeniem wyników, Aniela spała, ja byłam już po trzech kawach i nagle ktoś zadzownił do drzwi. Kogo niesie w tak niestosownej chwili!? Okazało się, że to Bazyli przyszedł potrzymać mnie za rękę w tak trudnym momencie. Co za wspaniały facet. Przyniósł jeszcze kawusię z Niebnej i kajzerki, i serek żółty do nich, i ogóreczki, i twarożek, i szczypiorek... Ach. Kiedy ja sprawdzałam czy przypadkiem jeszcze nie ma wyników rekrutacji, on robił kanapki. Wyszły serio niezłe! Najpierw myślałam, że nic nie przełknę, ale udało się, a potem każdy kolejny kęs wchodził coraz lepiej. Cudnie.

Anieli oczywiście nie udało się dobudzić. Ta to ma sen. Oczywiście o godzinie 0 system padł. Nie działało nic, powodując, że wielka niewiadoma nie została rozwiązana.

Bazylemu nie udało się mnie "rozruszać". Siedziałam więc tylko z głową opartą o jego ramię, odświeżając co chwilę stronę. Strona padła na tak długo, że nawet Aniela zdążyła wstać i się ubrać. Wtedy wreszcie zadzaiała! Nie dostałam się! Tak, stałam się w pełni oficjalnie ofiarą losu. Miejsce na liście rezerwowej: 1257. No lepiej być nie mogło! Teraz pójdę zmywać gary. Chociaż nie wiem czy tam chcą takich nieudaczników. Co za świat! Jestem sfrustrowaną samotną kobietą, która straciła wiarę w marzenia, nic jej nie wychodzi i nie dostała się na studia. Nie mam przyszłości, jestem nikim. Pora umierać!

Aniela dostała się na archeologię. Dzienną. Marzyła o tym od dziecka, choć ostatnio ubzdurała sobie, że może jednak powinna iść na historię sztuki. Ale w sumie mówiła, że archeologia też ją będzie satysfakcjonować. Na historii jest na liście rezerwowej. Pozycja nr 9, czyli pewnie się dostanie. I teraz jest w życiowej rozterce - iść na historię, czy na archeologię. I ona uznaje to za życiową tragedię - nie dostała się na historię sztuki przy pierwszym podejściu. W dodatku przeżywa, że Gustaw jest na końcu świata (w sumie nie tak daleko, ale nie ma komórki; to w skrócie znaczy, że nie istnieje, równie dobrze mógłby być na biegunie północnym).

Za 4 goziny są jeszcze wyniki na UKSW. Może tam się uda? Nie, na pewno się nie uda.

Ja chodzę i ryczę, Aniela chodzi i ryczy, Bazyli chodzi i się śmieje, przedrzeźniając nas. Czy ja mówiłam, że jest świetnym facetem? Cofam!

Na UKSW jestem też na liście rezerwowej, co prawda nieco wyżej, ale na stosunkach międzynarodowych. Co za porażka.

Chciałam się po tym wszystkim jakośś zrelaksować, ale nie miałam pomysłu jak. Kiedy razem z Anielą i Bazylim wymyślaliśmy coraz to nowe sposoby na pokonanie tej podłej sytuacji zadzwonił Gustaw. Chciał zapytać jak przebiegła rekrutacja Anieli. Pogadali chwilę, ale bardzo krótko, bo Gustaw nie może używać komórki. Okazało się jednak, że zdążył już rozmawiać z przyjaciółką - Hanią i podzielił się jej porażką z Anielą. Oczywiście zaraz jak tylko ta odłożyła słuchawkę, rozryczała się na dobre. Bo on jej nie kocha, bo on się zakochał w Hani, bo do niej dzownił wcześniej. I w ogóle do niej dzwonił. No fakt, dziwne to.

Okazało się, że odstresowanie się przy Anieli jest niemożliwe. Jak nie mówi o studiach, to o Gustawie, a jak już nie ma o czym mówić, to twierdzi, że jest za gruba i te wszystkie niepowodzenia są tym spowodowane. Paranoja.

Uznałam, że jedynym sposobem jest wyrwanie się z tej atmosfery. Pojechałam do domu.

Ale naturalnie - nie mogło być tak prosto i pięknie. Przejechałam już pół miasta, żeby dostać się do autobusu, który miał mnie zawieść do miasteczka rodziców. Czekałam półtorej godziny na aurobus, aby w końcu dowiedzieć się, że on już dziś nie przyjedzie. Pozostało mi tylko zadzwonić po rodziców, żeby po mnie przyjechali. Oboje nie odbierali telefonu. Wieczór był dość chłodny, a ja za lekko ubrana, więc zaczęłam marznąć dobrą godzinę temu. Byłam zmarźnięta, bez możliwości pojechania ani do Anieli, ani do rodziców, sama. Bazyli proponował, żebym przenocowała u niego, ale to było kompletnie nie do przyjęcia, więc chciał mnie chociać tu odwieźć, ale wiedziałam, że jest zmęczony po całym dniu nerwówki i kazałam mu wracać do domu. Teraz zaczęłam żałować. Nie poddając się jednak, stwierdziłam, że mogę te 12 kilometrów przejść pieszo. To wcale nie jest tak daleko. Z drugiej strony, nie ukrywam, liczyłam przede wszystkim na to, że w końcu rodzice odbiorą telefon. Bezskutecznie. W połowie drogi, kiedy otaczały mnie wyącznie pola i droga szybkiego ruchu, padł mi telefon. Buty mnie zaczęły obcierać. Wybuchłam płaczem.

Ale doszłam. Po dwóch i pół godzinie.

Poszłam prosto do łóżka nie opowiadając nikomu co się dzieje. Miałam dość. Wyjątkowo.
00:48, matylda003
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 07 kwietnia 2008
Jak tylko otworzyłam oczy, zaczęłam zastanawiać się, co z tego co pamiętam wydarzyło się naprawdę. Po krótkiej weryfikacji faktów doznałam szaleńczego i bolesnego zderzenia z rzeczywistością. Wszystko. Najpierw dzień zapowiadał się uroczo, ale nieoczekiwanie zakończył się kompletną klęską. Obudziłam Anielę. Nie wiemy ile wisimy za naprawę wanny/rury/łazienki/nie wiem co jeszcze. Uznałyśmy, że jak tylko zjemy śniadanie, zadzwonimy po Darka. Jednak znalezienie w kawalrce dwóch nieszcęsliwych kobiet czegokolwiek do jedzenia, okazało się niezwykle trudne i czasochłonne. Udało nam się "coś" dorwać w porze obiadowej. Sposób był prosty - Daaarek, kochany, nie wpadłbyś do nas? A nie kupiłbyś po drodze kajzerek?

Okazało się, ża naprawa nie będzie kosztowna. Zwykłe zapchanie odpływu (przecież dla przeciętnej kobiety to brzmi jak "zalanie mieszkania Twojego i ludzi pod Tobą, i pod nimi, itd...). Darek jednak już dzisiaj sąsiadów z dołu podpytał - nie zalało ich. Uff. Podpytałyśmy jednak Darka jak to było jak spędził noc u Krytiana! Okazało się, że faktycznie przegadali całą noc i KOMPLETNIE do niczego nie doszło. A więc wizja Zajebistej w mojej kawlerce przybliża się.

Może chociaż jutro okaże się, że dostałam się na studia? Przecież wreszcie musi być jakaś dobra nowiana, tak? 

Marian już zna z opowieści całą naszą ekipę. On chyba też jest pozytywnie zakręconym człowiekiem. Byłoby miło poznać kogoś, kto nie będzie patrzeć na nas z politowaniem jak na jakieś dziwolągi.

Dla relaksu chciałam wyciągnąć Anielę na imprezę, ale ta jest niugięta. Będzie siedzieć w domu i płakać za Gustawem. Przecież ja się zabiję. Brrr. Wpadł mi jednak pomysł do głowy. Powiedziałam, że jak się nie będzie wychodzic z domu, tylko wchłaniać nieograniczone ilości lodów, to zanim Gustaw wróci będzie tak gruba, że on jej nie pozna, a już na pewno się w niej odkocha. Podziałało. Ona czasem myśli jak dziecko. Poszłyśmy więc na piwo. Tak, nie powiedziałam jej, że jest ono wyjątkowo tuczące. Ale kogo to obchodzi. Ważne, że nie muszę dziś oglądać żadnej komedii romantycznej!

Spało nam się całkiem nieźle.
01:40, matylda003
Link Dodaj komentarz »
sobota, 29 marca 2008
Spędziłam z Bazylim naprawdę świetny dzień. Kto by pomyślał, że lekarz może być takim sympatycznym człowiekiem. No dobra, przyszły lekarz. Pałam jakaś czystą i nieokiełznaną nienawiścią do tego zawodu, a tu proszę. Szkoda w sumie, że Bazyli nie jedzie z nami do Wrocławia. Też lubi filmy. Jednak spotkanie przerwał nieoczekiwany telefon. Dzwonili z tej knajpy, gdzie byłam wczoraj z Anielką, że szukają kogoś do pracy i czy byśmy nie chciały. W trakcie rozmowy jednak okazało się, że nie będziemy kelnerkami, tylko... zmywakami! Tak, będziemy prać brudne gary i śmierdzące kufle po piwie! A miało być tak pięknie. Mimo to, pracę przyjęłyśmy. Potrzebne nam pieniądze, a praca jest od jutra. 5zł/godz plus jeden posiłek. Praca od 10 do 22, codziennie. koszmar, ale niech będzie. Jakoś przeżyjemy.

Jak wróciłam do domu, weszłam na forum festiwalowe. Ów pomocny osobnik wysałał do mnie wiadomość prywatną. Nazywa się Marian i stwierdził, że też jest z Warszawy i możemy się spotkać wcześneij i wszyscy razem jechać do Wrocławia. Brzmi ciekawie, okazało się jednak, że my wyruszamy 2 dni przed nim (uznaliśmy, że trzeba sie trochę zaklimatyzować, poznać ciekawe miejsca...). Jakoś nie żałuję. Nie to, żebym ulegałą stereotypom, ale przecież człowiek o imieniu Marian nie może być fajny...

Aniela nadal przeżywa z kubełkiem lodów w ręku. Teraz nie tylko z tego powodu, że nie ma Gustawa, ale też dlatego, że stoczyła się "na samo dno i będzie pracować na zmywaku". Coś w tym jest.

Telewizja kłamie. Wieczorem oglądałyśmy "Książę i ja". Książęta przecież nie istnieją! Naiwna ta Aniela.

Za 2 dni ogłoszenie wyników rekrutacji na studia. A jak się nie dostanę? Ja się na pewno nie dostanę! A jak się dostanę? Ja i Aniela wybrałyśmy różne kierunki. Anielka historię sztuki i archeologię, a ja nauki polityczne i stosunki międzynarodowe. Przecież jak się dostaniemy, nie będziemy miały czasu się widywać! Co to będzie? Co to będzie?

Na rozluźnienie wzięłam długą gorącą kąpiel. Rozluźniająca to ona jednak nie była. Pod koniec wyciągnęłam korek z wanny, puściłam wodę na głowę, żeby spłukać szampon i zamknęłam oczy. Po chwili usłyszałam przebijający się przez szum wody krzyk Anieli. Zakręciłam spokojnie wodę, otworzyłam oczy i... ku mojemu przerażeniu okazało się, że zatkał się odpływ i zalałam całą łazienkę, a woda zaczęła wyciekać już do przedpokoju. Próbując się nie zabić wybiegłam z wanny, otworzyłam drzwi i zobaczyłam przerażoną Anielkę. Bała się, że się utopiłam. Też coś. To by przecież było w jej stylu. Nie było rady, poszłyśmy do pana ślusarza zapytać co z tym faktem zrobić. Pan Marek zadzownił po dozorcę, ten przyszedł po nas. Nie zauważyłyśmy, że jesteśmy mało wyjściowo ubrane. Ja w ręczniku, Aniela w piżdżamie upapranej lodami.  Gorsze jednak było to, że mieszkanie nie było przygotowane na przyjęcie gości - rozgrzebane łóżko (śpimy z Anielką na jedynem - oszczędność miejsca), resztki jedzenia walajace się pod mieszkaniu, ubrania walające się... wszędzie, i zalane... wszystko. Przez przypadek jak wychodziłam z łazienki potrąciłam jakieś poodkręcane szampony i mydła, które teraz, kolorową plamą zdobiły nasz przedpokój tryfując razem z falą wody z łazienki. Sajgon.

Gdy Pan Dozorca rozkręcał rury ja dzowniłam do mamy i Anielka też. Płakałyśmy do słuchawek, że tragedia, że sajgon itd. No i że chyba będzie sporo zapłacić. No i że chyba jutro pójdziemy do pracy brudne. No i że w ogóle jest strasznie.

Nie doczekałyśmy do końca naprawy, zasnęłyśmy.
14:42, matylda003
Link Komentarze (1) »
***

"Obudziłam się późneij niż zwykle, wstałam z łóżka, w radiu była muzyka." Anieli nie było. Nie mogła w nocy spać i poszła na zakupy jak tylko otworzyli sklepy. Znając ją, to może nawet wcześniej. Oczywiście mnie nie była w stanie zwlac z łóżka o tak barbarzyńsko wczesnej porze, więc poszła sama. Przynajmniej z tego co wiem.

Ja tymczasem miałam szukać pracy. Ale uznałam, że najpierw pobuszuję po stronie Festiwalu. No i trafiłam na forum. Zaczęłam pisać w wątku dla nowicjuszy. Już wiem, popcorn i cola nie przejdą, bo to ambitny festiwal. No niech tam. Zresztą... Jestem wolontariuszem, przecież nic mi nie zrobią. Ciekawe czy to będzie ciężka praca. Trochę się boję. Szkoda tylko, że nie opłacają zamieszkania i wyżywienia... Ale chociaż kino mamy za darmo. Oczywiście podzieliłam się swoimi rozterkami z forumowiczami. Odpisał mi jakiś chłopak, polecając odpowiedni nocleg i miejsca, gdzie można dobrze zjeść. No Bóg, który nie istnieje, nam go chyba zesłał.

Pogrążona w takiej euforii nie byłam już w stanie szukać pracy. Za to wróciła Anielka. W nienajlepszym nastroju, i powiem więcej. Nie wyglądało nawet na to, że przytyła i nie mieści się w swój rozmiar. To było coś znacznie gorszego.

Po tym jak wchłonęła pół litra lodów, które były przeznaczone na ciężki okres nieobecności Gustawa i jej irytacja nieco zelżała, okazał się, że Anielka nierozsądnie wyciągnęła na zakupy Zajebistą. I oczywiście to moja wina, bo nie chciałam wstać. Jednak moje przewinienie to jest nic! Kasia kupiła sobię kurtkę, którą wypatrzyła Anielka! To już tragiczne przewinienie. W dodatku przez cały czas psuła nastrój, trując, że będzie jej brakować Krystiana przez ten tydzień. A co to? Jego dziewczyna, czy jak?

Jak się jednak okazało, wykrakałam. Między Zajebistą, a Krystianem "coś" zaczęło się kroić. Krystian nic nam nie powiedziała, obawiając się naszych reakcji. Za to Kasia nie kryła euforii. Moim zdaniem ona zmyśla. Przecież Krystian jest gejem. Mamy dowód - całą noc spędził z Darkiem!

(Umówiłam się na jutro z Bazylim, bo ma wolne. Cudownie!)

Krystiana wpadającego rano do naszej kawalerki jeszcze jakoś przeżyłam. Ale myśl o Zajebistej w mojej (no dobra, prawie mojej) kawalerce, zwlekającej mnie z łóżka o 7-mej rano (bo przecież ten zdrowy tryb życia nakazuje wstawać z kurami, jak kogut zapieje, krowa zamuczy, czy coś takiego) sprawiała, że zaczynałam rozumiem frustrację samobójców. On musi być gejem...

Za 3 dni wyniki rekrutacji. Ale stres. Oczywiście babcia dzwoniła, że się martwi. Mama dzwoniła, że się nigdzie nie dostanę. Tata dzwonił, że ochrona zrobiła im wczoraj nalot, bo jak wychodziłam po obrabowaniu lodówki rodziców, to zostawiłam kota w garażu i uruchomił alarm. A to co? Ja im kazałam kota kupować? No! Więc niech tej winy na mnie nie zrzucają.

Aniela w ramach rekompensaty za przedpołudnie z Kasią, zaciągnęła mnie do teatru. Miałyśmy zapytać o pracę. Nic nie było. Za to poszłyśmy do knajpy na przeciwko. Zapytałyśmy czy nie szukają kelnerek. Menedżer, zawiedziony, że nie jesteśmy po gastronomiku, wziął na nas namiary. Pewnie się nie odezwie.

Wieczorem, już rytalnie, kiedy nie ma Gustawa, oglądałyśmy romansidło. Na pierwszy ogień poszło "Nigdy w życiu!". Aniela stwierdziła, że jestem podobna do Judyty. Ja? Nigdy w życiu!

Za dużo lodów. Przecież ja ich nawet nie lubię!
00:12, matylda003
Link Dodaj komentarz »
piątek, 28 marca 2008
Jutro zostajemy same. Gustaw też wyjeżdża. To ma być jakiś obóz katolicki. Porażka. Tymbardziej, że będą odcięci od świata! Zero Internetu i zakaz korzystania z komórek. To ma być jakaś próba charakteru? Chyba dla Anielki. No, ale... wreszcie będziemy miały czas dla siebie. Może nawet znajdziemy czas na poczukanie jakiejś dobrze płatnej posady. Najlepiej takiej, gdzie nie trzeba się za dużo napracować. Tak, wiem.. Takich posad nie ma, a telewizja kłamie.

Anielka już przeżywa, że Gustawa nie będzie widzieć prawie 2 miesiące. Przeżywa, że Gustaw nie ma czasu zadzownić. Ja przeżywam, że ona przeżywa. Przeżywam rekrutację na studia. Przeżywam kurs na prawo jazdy, który zaczęłam. Przeżywam.. wszystko przeżywam. Wszystko na mojej głowie.

No dobra. To teraz mam 2 tygodnei spokoju. Wtedy wróci Krysian i jedziemy we trójkę do Wrocławia na Festiwal Filmowy. Będzie cudnie. Cudne miasto, cudni ludzie. No, już się nie mogę doczekać. Tylko oczywiście jak zawsze ten sam problem - "pieniądze na pierdoły będziesz mogła wydawać jak będziesz sama zarabiać; a jak będziesz na swoim..."

Dlatego sobie zaprzysięgłam, znajdę robotę na ten miesiąc, który nam pozostał do Festiwalu. Ja nie dam rady? Jasne, że dam. Jeśli tylko Anielka nie zwiątpi, bo wtedy to juz wszystko potoczy się lawinowo.

A co do Anielki... Już kupiła zamrażarkę lodów. Przy okazji wyrzuciła moją pizzę serową, bo stwierdziła, że jest tańsza niż lody. Ale za to dużo pożywniejsza! No dobra, nie będę się upierać przy swoim. I tak było mocno przeterminowana. W każdym razie, prócz lodów załatwiła tanie komedie romantyczne. Ja nie wiem, czy ona nigdy nie odzwyczai się od tych romansideł? Infantylne. Anielka mówi, że ja tak mówię, tylko dlatego, że straciłam nadzieje na księcia z bajki. I że własnie dlatego przegapię moją prawdziwą miłość. No na litość boską. Przecież coś takiego nie istnieje. Płaczące bahory, śmierdzące skarpetki i przypalone obiady dla rodziny tak, ale prawdziwa miłość? Bzdura.

Ponoć brak mi romantyzmu.
A jeśli faktycznie?
23:42, matylda003
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 24 marca 2008

W sumie ten Bazyli to całkiem miły człowiek. I Anielka też go polubiła. Tymczasem Kasia ma do nas dzisiaj wpaść. Tragedia. No i mieliśmy też zaplanowane ostatnie spotkanie Krystaina z nami przed jego wyjazdem. Zaprosiłam też Bazylego. Nie miał planów na dzisiejsze popoułdnie.

Spotkaliśmy się wszyscy razem. Oczywiście w Niebnej. Oczywiście znowu na koktajlu. Oczywiście Kasia opowiadała nam o jodze, wegetarianizmie i pozycji "drzewo". Nie mogła przestać gadać. Po 2 godzinach jej opowieści zastanawiałam się tylko jak popełnić samobójstwo. Całe szczęście, po dwóch godzinach uciekła, bo umówiła się na zakupy z mamą. Będzie trzeba kupić jej kiedyś kwiaty w podzięce. W piątkę, już bez Zajebistej, poszliśmy na pizzę. Bazyli uparł się na to, że musi w niej być bazylia i oregano. I w ten sposób doszedł do naszych dziwnych zwyczajów kolejny: jadamy tylko pizzę z bazylią i oregano. Przecież dobrze wprowadzać nowe tradycje...

I chyba zioła dobrze wpływają na trawienie?

Pytałam w tej Niebnej o pracę. Powiedzieli, że jeśli w przeciągu tygodnia nikt się do mnie nie odezwał, to raczej nici z tej posady. A szkoda... zawsze chciałam umieć robić wzorki na kawie Latte... Do Anielki tymczasem zadzownili i kazali jej przyjść jutro na jakieś spotkanie. Fajnie. Będzie mi robić Latte z wzorkami i podawać rano do łóżka.

To trzeba poszukać sobie jakiejś innej pracy. To jest postanowienie na jutro.

No dobra. Na przyszły tydzień.

Jakoś to będzie.


***
Odprowadziłam Krystiana na autobus. Może dzięki temu, że wyjechał, zaczniemy wreszcie się zdrowo odżywiać. Krystian ma tę dziwną właściwość, że pojawia się w naszej kawalerce i wyciąga nas na zakupy, albo na pizzę.

Dzwoniła mama, że ona nie może dłużej czekać i musi otworzyć ten mój list i czy może.

Może. Przecież już i tak wszystko załatwione.

Powiedziała, że jestem najgorszą córką jaką ma (bo nie ma więcej?) i jak ja mogłam.

Zadzwoniła babcia, że jestem nieodpowiedzialna. I że dlatego nie mogę znaleźć faceta. Też coś.

Zadzwonił dziadek, że babcia histeryzuje.

Zadzwoniła mama, że nie zapłaci i że mam sobie sama na Sanepid zarobić. Ha ha.

Zadzwoniła babcia, że mama nie zapłaci i że ona mi może pożyczyć pieniądze, bo nie pozwoli, żebym poszła do więzenia.

Dzwonił dziadek, że babcia nie zrobiła mu obiadu.

Zadzwoniłam do taty, że ja już dawno to wszystko załatwiłam.

Babcia zadzwoniła, że się cieszy, ale i tak bardziej by się cieszyła z moich dzieci.

Anielka nie poszła na spotkanie o pracę w Niebnej. Frajerka. A co z moim Latte do łóżka!? Może i ona nie jest moim księciem z bajki, ale rano nie ma znaczenia kto ci donosi kawę do łóżka. Byleby była kawą.

12:11, matylda003
Link Dodaj komentarz »
sobota, 07 lipca 2007
Rozdział IV Bazyli i oregano

Naprawili mi wreszcie komputer. Anielki ma byc gotowy na dniach. Ach. Cudownie. Jak tylko dostałam do rąk swojego laptopa uznałam, że pora poszukać jakiejś pracy, tak na wszelki wypadek, gdyby nie udało się w Niebnej Kawiarni. Znalazłam kilka ofert. Na większość w końcu nie odpowiedziałam. Zawsze tak jest, ale cóż. Byłam zajęta. Robieniem sobie szczepionki. Bazyli do nas wpadł. I przyszedł z pizzą, bo stwierdził, że u nas w lodówce nic nie ma (miał jakieś 99% szans by trafić) i na pewno jesteśmy głodne. Nie pomylił się. Anioł! W dodatku zrobił nam szczepionki bezboleśnie. Spędził u nas całe popołudnie. Było cudownie. Nawet nie zauważyłam jak szybko nam zleciał wspólnie czas. Aniela wyszła o siódmej na spotkanie z Gustawem, a my zostaliśmy sami. Że jest późno zorientowałam sie dopiero gdy moja współlokatorka wróciła. Przywitałam ją okrzykiem "łał, co tak szybko!?", a okazało się, że jest już po północy. Bazyli się zmył, bo szedł do pracy rano.

***

Miałam rano poszukać sobie jakiejś pracy, ale wpadł Krystian, twierdząc, że póki jeszcze nie wyjechał, to spędzi z nami trochę czasu. Miło z jego strony, że zechciał nas zabawić swoją obecnością. Okazało się, że biedactwo, nie moze sobie znaleźć żadnego ciekawego nakrycia głowy. To doprawdy przykre...

...Tymczasem zaczęła się rekrutacja na studia. No... może się uda? Jakoś sobie nie wyobrażam jak to będziemy wieść studenckie życie. Na razie szukam pracy. Powiedzmy.

 I dostrzegam pewną poprawę. Już od dawna Anielka nie zgubiła kluczy. Ani w ogóle nic. Od tego zalanego laptopa naprawdę się pilnuje. Miło z jej strony. Dzięki temu zaoszczędzone pieniądze możemy wydawać na koktajle w Niebnej Kawiarni.

14:50, matylda003
Link Dodaj komentarz »
piątek, 06 lipca 2007

Okazało się, że kolega Darka, Bazyli, nie był zły na nas, że tyle razy o nim zapomniałyśmy. Bardzo rozbawiła go nasza mina gdy się przedstawi kim jest. Na śmierć o nim zapomniałam. Okazał się też być bardzo przystojny. I młody. I studiuje medycynę. Wychodząc stwierdził, że już wszystko za nas załatwił i pogadał z kim trzeba i teraz musimy tylko donieść papierki, że się zaszczepiłyśmy.

No i musimy się zaszczepić. Wcale mi się to nie podoba. Ale szczepionka, której nam brakuje kosztuje 2 złote. Tylko jak pomyślę, że trzeba sie wybrać do lekarza... Płaszczyć się i prosić, by łaskawie pielęgniarka wbiła we mnie z impetem igłę, to mi się odechciewa wszystkiego. Przedstawiłam swoje obawy Bazylowi. Stwierdził, że sam nam u nas w domu zrobi te szczepionki, weźmie nasze książeczki zdrowia i karty szczepień, zrobi z nimi co trzeba u znajomego lekarza, podrzuci do Sanepidu i odda niedługo. Ależ on cudowny!

***

W końcu pora znaleźć jakąś prawdziwą pracę. Gdy byłyśmy dziś z Anielką na koktaju, który kosztuje fortunę, zauważyłysmy, że przy kasie leżą formularze o pracę. Wypełniłyśmy. Fajnie by było pracować w Niebnej Kawiarni. Oczywiście czujemy się tam już jak w domu i pracowanicy nas już kojarzą. Dlatego gdy oddawałysmy nasze aplikacje buchnęli gromkim śmiechem. Zdezorientowane patrzyłyśmy na nich jak cielę na malowane wrota. Powiedzieli, że dziękują za złożenie naszych ofert i że możemy już iść. No co jest?

Krystian wyjeżdża. Do Włoch. Wcale nie jest fajnie. Nie lubię okresu wakacyjnego. Nie umiem sobie jakoś wtedy zorganizować czasu. Nie chcę żeby wyjeżdżał. Co ja będę robić z Anielką i Gustawem zajętmi sobą... Może zacznę pisać książkę? Czy coś?

21:47, matylda003
Link Komentarze (13) »
czwartek, 07 czerwca 2007

O 10 rano pukanie do drzwi. Olałam. Stwierdziłam, że to nie jest pora na odwiedziny. Ale to był jakiś wyjątkowo upierdliwy gosć. Wtedy przez myśl przeszła mi myśl: Kasia. Ale ona jest na obozie. Czyli nie może być aż tak źle. W końcu zmusiłam Anielę by wstała i otworzyła. To był jej Gustaw. Z komupterem. Naprawionym. Uf.

Chciałam zaproponować śniadanie, ale okazało się, że w lodówce nic nie ma. Pech. Trzeba jechać do rodziców. Znowu. W amerykańskich filmach w takich momentach wpada książe na białym koniu (no, może nie dosłownie) z siatką świeżych kajzerek i innymi pysznościami, po czym przyrządza śniadanie, nawet jeśli są to tylko kanapki i jajecznica. O księcia nie pytam. Ale mogłyby być chociaż kajzerki. Gdzie moje kajzerki?

Zorganizowaliśmy sobie jakieś jedzenie na mieście. To znaczy lody. Cały kubełek lodów. Wybraliśmy się czwórką (Aniela, Gustaw, Krystian i ja) do parku, jedliśmy lody, których w sumie nie lubię, leżeliśmy na trawie, patrzyliśmy w niebo i gadaliśmy o wszystkim. W końcu zgłodneiliśmy na dobre. Wyskoczyliśmy po pizzę. Nie było miejsca w lokalu, więc wzięliśmy na wynos i przyjechaliśmy do naszej kawalerki.

Gdy wszyscy bylij uż najedzenie i szczęśliwi znowu ktoś wpadł nas odwiedzić. Darek. Wraz z kolegą. Tym z Sanepidu. Z tym, z którym miałyśmy się dzisiaj spotkać. Cholera. A miałam pamiętać. Ofiara.

10:50, matylda003
Link Komentarze (3) »
środa, 16 maja 2007

Czytałam dzisiaj o takiej jednej feministce, która zachwyacała się tym, ze ma okres, bo on jej daje kosmiczną siłę. Co za bzdury. Ja rozumiem emancypację kobiet, to, że walczą o równouprawnienie, tam, gdzie go jeszcze nie ma. Ale opowiadanie o tym, że miesiączka jest odrodzeniem to przesada. Twierdzenie, że trzeba o tym pisać, bo nikt o tym nie pisał, bo na razie pisali tylko mężczyźni, a oni się na tym nie znają też jest przesadą. Literatua menstruayjna to przesada. Zapytałam Anielki co o tym sądzi. Anielka sądzi, że to przesada. Uff.

Znowu byłam w Niebnej Kawiarni na koktajlu. Żeby tak moja mama wiedziała ile on kosztuje... Nie, nie. Nie powiem jej. Jeszcze nie oszalałam. Znowu bym usłyszała, że jak będę dorosła, pójdę na swoje i będę na siebie zarabiać, to będe mogła... itd. To bycie dorosłą, mieszkanie na swoim i zarabianiem na siebie musi byc szalenie ciekawe. Muszę kiedyś spróbować.

Tymczasem pora zająć sie pewnymi drobnymi problemami w moim życiu. I życiu pierdoły Anielki. Właśnie miałam zrobić wielką histerię w domu, tylko po to, aby Anielkę trochę nastraszyć (przecież wiadomo, że i tak to załatwię), gdy Anielka popsuła komputer brata. Ja nie wiem jak ona to zrobiła. I tak, bez mojej pomocy wpadła w histerię. Uznałam, że nie będę wpadać w histerię razem z nią, bo co to da. Zrobiłam kawkę, podczas gdy Aniela biegała po domu i histeryzowała. W końcu zadzwoniłam do Krystiana. Rzucił kilka niezrozumiałych dla mnie słów z dziedziny techniki (chyba), a kiedy kazałam mu przetłumaczyć to na mój język okazało się, że naprawa pociągnie nas po kieszeni. Tej wiadomości było nam trzeba. Napisałam SMSa do Gustawa, że Aniela to pierdoła. Gustaw oddzwonił, nie za wiele dowiedział się od Anielki, co nabroiła, więc przyjechał. Popatrzył na komputer odśrodka, stwierdził, że jest tow stanie naprawić. Aniela przestała histeryzować. Gustaw spędził u nas popołudnie. W sumie było miło. Wieczorem pojechał razem z komputerem do domu.

Nie mogłam zasnąć. Zdałam sobie właśnie sprawę, że od kilku ładnych tygodni nie było dnia, żeby ktoś nas nie odwiedził. Chyba pora wyjechać. Przy okazji przypomniałam sobie o Zajebistej. Pojutrze wraca z obozu jogi. Pewnie wpadnie i wyrzuci nam z lodówki wszystko z mięsem, bez mięsa, z chemikaliami, z konserwantami, sztucznymi barwnikami, skrobią sztucznie modyfikowaną i żywymi kulturami bakterii (bo przecież nie można ufać małym robaczkom), po czym stwierdzi, że nie umiemy się zdrowo odżywiać. Może poproszę, aby zaprezentowała nam jakiś przepis? Moje rozmyślania przerwała Anielka, wpadając mi do łóżka i rycząc, że jest piedołą. No przecież jest.

Jutro mamy się spotkać z kolegą Darka z Sanepidu. Kurcze. Tym razem nie można zapomnieć.

11:35, matylda003
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3